"Życie ku nowym zmianom oraz zaakceptowanie siebie. Skąd to się we mnie wzięło?"

    Nadszedł czas studiów. Postanowiłam, że musi to być kierunek zgodny ze mną i z moimi wartościami. Chciałam połączyć pracę z niesieniem pomocy innym. Nie chciałam, żeby było to coś na poziomie dziennym. Miałam już pewny bagaż doświadczeń, który sprawił, że wybór był taki a nie inny. Postanowiłam więc studiować pedagogikę opiekuńczo- wychowawczą. Obecnie jestem już na trzecim roku studiów, natomiast nie jestem przekonana w jakiej grupie wiekowej chce się obracać na co dzień i z kim chce pracować. Ciągle szukam swojego miejsca.
  Cieszyłam się, że w końcu mogę opuścić liceum i pójść na przód. Chciałam zamknąć stary dział i spróbować żyć inaczej. W tamtym czasie żyłam pełna obaw, lęku i niepewności w związku z sytuacją jaka była obecna za murami tej szkoły. Jednakże cieszę się, że mogłam poznać wspaniałych ludzi i z niektórymi mam kontakt nawet do dziś. Na studiach szybko się zaaklimatyzowałam. Poznałam sympatyczne osoby, które zawsze emanowały życzliwością. Tak było i jest również z wykładowcami. Tego właśnie mi brakowało, tego szukałam. Dlatego tym bardziej cieszyłam się, że jestem akurat na tej uczelni. W międzyczasie postanowiłam zająć się czymś pożytecznym. Był to wolontariat, o którym myślałam już wcześniej. Jednak w liceum brakowało mi czasu na tą działalność. Umówiłam się więc na rozmowę do Przylądka Nadziei we Wrocławiu. Chęć zostania wolontariuszką była prosta. Chciałam robić coś dobrego i oddać to co dostałam kiedy to ja byłam chora. Wtedy dostrzegłam jak ważna jest rola wolontariusza akurat w takim miejscu. Nie miałam problemu z nawiązaniem kontaktu z dziećmi, nie przeżywałam tak bardzo tego w jakim miejscu te dzieci są, ponieważ sama byłam w takiej samej sytuacji i wiem jak to się wszystko odbywa. Najcenniejszym prezentem jest uśmiech tych dzieci, z którymi możesz spędzić czas. To zawsze daje mi dużego kopa do działania. Wszystko szło właściwym torem. W końcu odżyłam i mogłam się spełniać. Jednak z czasem okazało się, że może być jeszcze lepiej. O tym dowiedziałam się gdy poznałam mojego obecnego chłopaka Andrzeja.
      Na początku naszej znajomości byłam negatywnie nastawiona do niego. Jednak postanowiłam dać mu szansę na rozwój tej znajomości. Cieszę się, że zaryzykowałam i zdecydowałam się na to. Zdarza się to u mnie rzadko bo jestem osobą, która nie często decyduje się na takie ryzyko. Andrzej poznał mnie taką jaką byłam naprawdę. Nic nie musiałam przed nim udawać, a nawet nie chciałam. Zaczął zadawać mi pytania i stwarzał okazję do namysłu nad takimi sytuacjami, które dawno już wyparłam ze swojej głowy. Zauważył to, że nie jestem w pełni wolna sama ze sobą. Może udzielam się w wolontariacie i pomagam na różne sposoby ale moja postawa mówiła zupełnie co innego. On to zauważył i otworzył mi oczy na to, że w tym wszystkim zapomniałam zupełnie o sobie. Rozmawialiśmy naprawdę dużo, zachęcał mnie do otwarcia się i zaakceptowania siebie w pełni. Dla mnie jego rozumowanie było abstrakcyjne ale po głębszym zastanowieniu się miał rację. Musiałam trochę wyluzować i zmienić swój sposób myślenia. Zaczęłam od tego, że po raz pierwszy w swoim życiu potrafiłam wyjść na dwór w sukience. Odsłaniając przy tym moją protezę, która naprawdę się wyróżniała. To był pierwszy krok ku nowym zmianom. Niby mały gest, coś co powinno się robić na porządku dziennym jednak dla mnie to było coś niesłychanego, że tak w ogóle można. Najbardziej w tym wszystkim nie przejmowałam się sobą a ludźmi, to było silniejsze. Zakładając sukienkę zauważyłam, że ludzie zwracają na mnie uwagę ale najzwyczajniej w świecie przestałam się tym przejmować. Poczułam się jak wartościowa kobieta, która nie wstydzi pokazać się jaka jest naprawdę. Poczułam się dumna z tego kim jestem, że tak naprawdę mało kto w tym wieku ma taki bagaż doświadczeń. Wiedziałam, że mam osobę, której na mnie zależy i która mnie kocha pomimo tego jak wyglądam. Tylko ona się liczyła, nikt więcej. To pchnęło mnie do kolejnych zmian we mnie. Zaczęłam wychodzić z domu bez protezy. Pamiętam pierwszy dzień kiedy miałam wyjść z domu tylko za pomocą kul. Czułam wtedy strach i niepewność ale miałam wielkie wsparcie Andrzeja, który był tuż obok. Pomógł mi zrobić ten pierwszy krok na przód ku nowej zmianie. Pokazał mi, że muszę zacząć myśleć też o sobie. Skoro ja nie zatroszczę się o siebie to nikt tego lepiej nie zrobi. Postanowiłam więc zadbać też o swoją wygodę i zaczęłam załatwiać sprawy związane z zakupem nowej protezy, która da mi o wiele więcej możliwości niż obecna proteza. Więc pewnego dnia pojechaliśmy do Łodzi w celu konsultacji i zrobienia mi wymarzonej nowej protezy. W trakcie pobytu w Łodzi, protetyk zasugerował mi, żebym porzuciła kulę i zaczęła chodzić bez niej. Wcześniej używałam jej z takiej racji, że czułam się bezpieczniej i było mi wygodniej. Miałam już kilka sytuacji kiedy porządnie się wywróciłam bo proteza nie działała jak powinna. Jenak gdy byłam w Łodzi zrobiono przegląd mojej protezy i zapewniono mnie, że wszystko działa jak należy. Więc kolejnym moim celem było ponowne nauczenie się chodzenia bez kul. Niestety po tak długiej przerwie wcale nie jest łatwo do tego ponownie wrócić. Jednak na chwilą obecną mogę powiedzieć, że całkiem dobrze mi idzie. Trochę więcej wkładam w to wysiłku i szybciej się męczę ale wiem, że to mi się opłaci i już wkrótce opanuję to do perfekcji. Będąc na wakacjach w Chorwacji Andrzej przekonał mnie do napisania tego bloga. Cieszę się, że mnie do tego namówił bo te pisanie daje również mi siłę do funkcjonowania na co dzień. Ale przede wszystkim chce być dla Was, jako moich czytelników. Chce wam pokazać, że u mnie nie było tak kolorowo od początku. Nie od razu miałam w sobie tyle siły. Tak naprawdę potrafię się w pełni zaakceptować od pewnego czasu. Tego nauczył mnie mój chłopak. Dzięki niemu spojrzałam na świat z zupełnie innej strony. Zrozumiałam, że nie zmienię ludzi ale potrafię zmienić siebie i swoje nastawienie do świata. Stałam się odważniejsza i pewniejsza siebie. Teraz potrafię stawiać sobie cele i je realizować. Mam dużo energii do działania, do robienia dobra i dzielenie się nim wokoło z innymi.
    Apeluje do Was kochani. Jeśli przejmujcie się innymi to natychmiast przestańcie! Zacznijcie żyć dla siebie i realizujcie swoje cele życiowe. Żyjcie w wolności z samym sobą. Ja za długo zwlekałam każdego dnia i ukrywałam to kim naprawdę jestem. Robiłam to niepotrzebnie. Traciłam swój cenny czas, a przecież ja tym bardziej powinnam znać jego wartość. Gdzieś jednak po drodze najzwyczajniej w świecie się pogubiłam. Zapomniałam kim jestem i co mam w sobie. Nie możecie tracić czasu na to aby każdego dnia zastanawiać się czy to co robię jest w porządku. Bać się za każdym razem zrobienia kolejnego kroku na przód ku dobrym zmianom w swoim życiu. Przestańcie zastanawiać się czy ten płaszcz, który sobie kupiłam spodoba się innym. To ty masz wiedzieć czy tobie się podoba, czy ty się dobrze w nim czujesz! Rzecz trywialna ale niestety obecna w naszym środowisku.
    W tym wpisie chciałam przede wszystkim podziękować mojemu chłopakowi za cierpliwość jaką w sobie ma. Za to, że pchnął mnie na przód ku nowym zmianom i zapoczątkował we mnie dobre nawyki. Dzięki niemu możecie dziś czytać ten wpis. Dzięki niemu mogliście poznać mnie i moją historię, która jeszcze się nie kończy na tym wpisie. Pamiętajcie, że życie jest nieprzewidywalne i trzeba cieszyć się z tych małych rzeczy, żeby dostrzec i docenić jego istotę. Prawdą jest, że człowiek potrafi docenić życie wtedy, kiedy naprawdę może je stracić. Nie dopuszczajcie do takich sytuacji, zacznijcie już dziś nim się cieszyć i celebrować każdą minutę, która może być cenna. 

wspomnienia ze słonecznej Chorwacji


Ja z Andrzejem :)
 

Komentarze

  1. Ewka, to jest najważniejsze co do tej pory napisałaś!!!
    W takim razie ja też dziękuję Andrzejowi, że Cię "naprostował". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że tak już zostanie. Bo bardzo dobrze jest mi w tym nowym wcieleniu.😊

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty